.
„Dowiedziałam się o tym, kiedy przyjechałam. Teraz położę temu kres”.
Moja mama zaczęła cicho płakać.
Camille próbowała się opanować.
„Zupełnie mnie nie rozumiesz. Jesteśmy tu, bo twój brat nas o to prosił. A twoja mama nalegała, żeby pomóc. Nie lubi próżnować, wiesz o tym…”
„Zamknij się” – powiedziałam.
Nie podniosłam głosu.
I właśnie dlatego, że nie krzyczałam, zamilkła.
Wyjęłam telefon z torebki.
„Chcesz, żebym ci pokazała przelewy bankowe? Chcesz, żebym przeczytała każdą wiadomość, w której prosiłaś mnie o pieniądze na leki, dachówki, kocioł, konsultacje, rachunki? Chcesz, żebym ci pokazała zdjęcia twojej biżuterii, restauracji, torebek, zabiegów spa?” A może wolisz zachować resztki godności?
Camille milczała.
Madame Delcourt zrobiła krok w moją stronę.
„Młoda damo, zniż głos. Rozmawiasz ze starszą panią”.
Powoli odwróciłam się do niej.
„Starszą panią? To moja matka. Jesteś oportunistką siedzącą na jej tarasie”.
Zapadła tak ciężka cisza, że nawet cykady zdawały się ucichnąć.
W tym momencie usłyszałam kroki za domem.
To był mój brat, Thomas.
Wracał z sadu, buty miał uwalane błotem, twarz ściągniętą, ręce spalone słońcem.
Jego wyraz twarzy zamarł, gdy tylko mnie zobaczył.
Zatrzymał się na środku podwórza, jak człowiek, który za późno uświadamia sobie, że jego kłamstwo umarło przed nim.
— Elise…
Nie odpowiedziałam od razu.
Chciałam na niego spojrzeć.