Lυcía podniosła mokrą twarz.
„Więc… fía” – wyszeptała, jakby ta moc mieszkała gdzieś obok niej.
Víctor zamknął oczy.
To było straszne, jak pomyślała Clara.
W cokolwiek wierzył, coś w nim po prostu zawiodło.
Gość obok wdów podniósł focha.
Jeden ze strażników Víctora wystąpił naprzód.
„Phoпes dowп” – rozkazał strażnik.
„Nie” – odpowiedziała Klara.
Wszyscy zwrócili się w jej stronę.
Nie wiedziała, skąd wzięła się ta odwaga.
Może od dziecka, od klipsa do niej.
Może z powodu dwóch lat życia pogrzebanego żywcem ze smutku.
„Niech nagrywają” – powiedziała Clara. „Zniknęłam w pokoju nagrań. Nie zniknę już nigdy”.
Víctor spojrzał na nią przez chwilę.
Dał najmniejszy пod.

W całej restauracji panowały zdumione nastroje.
Historia zaczęła się rozprzestrzeniać zanim deser dotarł do kuchni.
Víctor rozkazał opróżnić restaurację, ale nie zdążył tego zrobić świadek, który ogłosił cud światu.
O północy statek nazwał go Polapco Table Scapdal.
Według doniesień medialnych, nagrania pokazują Lucję krzyczącą „Mamusiu” w stronę Clary, podczas gdy Meksyk kłócił się o to, czy żałoba może rozpoznawać krew.
Clara nie widziała tych filmów aż do później.
Tego wieczoru siedziała w opancerzonym samochodzie Víctora Salvatierry, a Lucía spała wtulona w jej pierś, wciąż ściskając plecak.
Víctor siedział naprzeciwko nich, milczący, sztywny i blady.
Dwóch prawników podążyło za innym pojazdem.
Maribel miała założony system ochrony przed uderzeniami.
„Gdzie jesteście?” zapytała Clara.
„Do mojego domu.”