Sięgnęła po kawę, bo na chwilę wyczerpanie wzięło górę nad dumą.
„Dlaczego ona w ogóle przemówiła?” zapytała Clara.
Víctor spojrzał w stronę śpiącego dziecka.
Lekarze stwierdzili uraz. Powiedzieli, że niektóre dzieci wybierają senność po wczesnym urazie.
“Zaniedbanie?”
„Tak mi powiedziano.”
Palce Klary zacisnęły się wokół kubka.
„Kto ci powiedział?”
„Moja matka. Adwokat od spraw adopcyjnych. Reżyser klipów.”
„Krąg Coпveпieпt.”
„Tak” – powiedział. „Bardzo.”
Siedział naprzeciwko niej, wyglądając starzej niż kilka godzin wcześniej.
„Znalazłem Lucję, gdy miała trzy miesiące” – powiedział. „Moja matka przyprowadziła ją do domu i powiedziała, że jakaś umierająca kobieta błagała naszą rodzinę, żeby ją zabrali”.
Klara spojrzała na niego.
„Wierzyłeś w to?”
„Czekałem na to.”
Ta nadzieja ją zaskoczyła.
Skontaktował się, a jego głos stał się coraz bardziej szorstki.
„Moja żona zmarła rok wcześniej. Nie szukałem dziecka. Moja matka położyła ją na moich ramionach.”
Clara spojrzała w stronę Lucíi.
„Gdybyś ją kochał.”
“Tak.”
Odpowiedź przyszła bez wahania.
To wszystko utrudniło.
Clara spodziewała się, że będzie złoczyńcą. Złoczyńcami łatwiej było walczyć.
Ale Víctor wyglądał jak odkrycie mapy, którą jego ukochana zbudowała na grobie innej kobiety.
Doktor Beltráп zadzwonił o 8:17