Odmówiłam.
Wychowywałam Noaha sama. To było wyczerpujące, ale jakimś cudem przetrwaliśmy. Potem lekarze wykryli poważną wadę serca i nagle kruchy świat, który wokół nas zbudowałam, legł w gruzach.
Kilka godzin po jednej wizycie lekarz wziął mnie na bok.
„Proszę pani, stan Noaha się pogarsza. Musi zostać poddany operacji w ciągu sześciu miesięcy, w przeciwnym razie uszkodzenie może być trwałe”.
„Ile?” – wyszeptałam.
„Wraz z zabiegiem, pobytem w szpitalu i leczeniem… blisko dwieście tysięcy dolarów”.
Ścisnęło mnie w żołądku.
„Sprzątam gabinety w nocy, a w dzień opiekuję się starszymi pacjentami” – powiedziałam, ledwo mogąc mówić. „Nie mam takich pieniędzy. Nikt, kogo znam, nie ma takich pieniędzy”.
„Przykro mi” – powiedział. „Są plany ratalne, ale…”