Ale Gabriel położył rękę na tym domu.
Sama.
„Nie jedziemy tam, żeby przeżywać przeszłość. Jedziemy tam, żeby przestała nas prześladować”.
Zgodziła się więc.
Kiedy dotarli do domu, niebo było czyste.
Ogród był mniejszy niż kiedyś, a może to po prostu ona urosła.
Matka Juliena wyszła pierwsza.
Postarzała się.
Jej plecy były lekko zgarbione.
Jej twarz była mniej surowa, a może po prostu bardziej zmęczona.
Kiedy zobaczyła Marie, zamarła w bezruchu.
Wtedy jej oczy napełniły się łzami.
Podeszła powoli, jak ktoś, kto wie, że żadne słowa nie wystarczą.
„Marie…” Jej głos drżał.
„Myliłam się. Byłam niesprawiedliwa. Okrutna, wręcz. Osądziłam cię, nie znając cię, i zniszczyłam niejedno życie swoją dumą”. „Wybacz mi, jeśli potrafisz”.
Marie długo na nią patrzyła.
Wyobrażała sobie tę scenę tysiące razy.
W niektórych wersjach odpowiadała chłodno.