Dźwięk otwieranej koperty w tej absolutnej ciszy wydawał się niemal zbyt głośny. Jakby każda sekunda ostrzegała mnie: nie ma już odwrotu.
Wsunąłem rękę do środka.
Najpierw poczułem coś gładkiego… zdjęcia.
Potem złożoną kartkę papieru.
Zaparło mi dech w piersiach.
Usiadłem, niemal mechanicznie, i wyjąłem zawartość.
Trzy zdjęcia.
List.
Spojrzałem na pierwsze zdjęcie.
I mój świat się zawalił.
To był mój brat… w garniturze ślubnym. Nic dziwnego.
Ale obok niego… to nie była jego przyszła żona.
To byłem ja.
Nie dzisiaj. Nie do końca ja.
Stare zdjęcie. Zdjęcie, którego nigdy wcześniej nie widziałem.