„Jeśli nie przyjdziesz… zrozumiem”.
Cisza.
„Ale wiedz jedno”.
Wstrzymałam oddech.
„Nigdy nie byłeś moim długiem”.
Łzy płynęły mi teraz strumieniami.
„Byłeś moją rodziną, kiedy najbardziej jej potrzebowałam”.
Widzenie mi się rozmywało.
„A dziś… zniknęła najważniejsza osoba”.
Nawet nie zdałam sobie sprawy, że wstałam.
„Ciebie”.
List się kończył.
Bez podpisu.
Nie było potrzeby.
Stałam nieruchomo przez kilka sekund.
Potem spojrzałam na zegarek.
21:47
Ślub musiał jeszcze trwać.
Mój wzrok padł na prezent, wciąż nietknięty.
Moje serce biło jak szalone.
Bardzo szybko.
Mogłam tam zostać.
Chronić siebie.