„Musisz myśleć, że cię wykluczyłam. Że cię upokorzyłam. I masz rację.”
Te słowa uderzyły mnie jak grom z jasnego nieba.
„Ale to nie dlatego, że cię nie chciałam.”
Zapadła ciężka cisza.
„To dlatego, że nie wiedziałam już, jak na ciebie patrzeć.”
Moje serce zabiło mocniej.
„Pamiętasz rok, w którym byłam w szpitalu? Oczywiście, że nie. Nigdy nie powiedziano ci wszystkiego.”
Zacisnęłam palce.
„Tego dnia… byłam tak blisko, że nie wróciłam.”
Łza spadła na papier.
„A to, co mnie uratowało… to nie tylko lekarze.”
Ledwo mogłam oddychać.
„To byłaś ty.”
Wszystko się zatrzymało.
Czas. Hałas. Moje myśli.
„Rzuciłeś szkołę. Okłamałeś wszystkich, żeby zostać przy mnie. Podpisałeś papiery za naszych rodziców, kiedy nie mogli być przy mnie”.
Moje oczy się rozszerzyły.
Nie pamiętałam… a może chciałam zapomnieć.
„Byłeś jeszcze młody, ale stałeś się moją opoką”.
„I ja… dorastałam z tym”.
Ścisnęłam list mocniej.
„Z tym niewidzialnym długiem”.
Dziwny ból zagościł w mojej piersi.
Nie złość.
Coś głębszego.