António Valente wrócił do domu przed godziną pierwszą po południu, nie przypuszczając, że ten wczesny powrót otworzy drzwi, które jego własny wstyd trzymał zamknięte przez wiele miesięcy.
Rezydencja Cascais, kiedyś wypełniona głosami, toastami i pospiesznymi krokami ważnych gości, teraz przypominała w środku opuszczony dom, mimo że wciąż stały tam drogie meble.
Szedł korytarzem w milczeniu, dziwiąc się, że nie było czuć zapachu zupy, nie było starego radia z kuchni i nie było cichego nucenia Rosy Almeidy.
Przez piętnaście lat Rosa była w oczach wszystkich jedynie „pokojówką”, ale w tym pustym domu była jedyną osobą, która go nie zostawiła.
Gdy António otworzył uchylone drzwi pokoju gościnnego, zobaczył porozrzucane na łóżku paczki pieniędzy, torby pełne gotówki na podłodze i banknoty spięte gumkami recepturkami.
W centrum tej niemożliwej sceny klęczała Rosa i drżącymi rękami liczyła banknoty, niczym ktoś, kto dźwiga tajemnicę zbyt ciężką, by mogła pozostać ukryta.