Trybunał Krwi: Kronika Mojego Własnego Zamachu Stanu
Akt I: Truskawkowa Cisza
„Wynoś się z mojego domu”.
Słowa nie odbiły się echem. Rozbrzmiały z ostrą, kliniczną ostatecznością, niczym ciężka żelazna brama zatrzaśnięta na drewnianej podłodze. W rozległym, przesadnie sterylnym salonie posiadłości Hale nikt nie westchnął. Nikt się nie poruszył. Jakby powietrze zostało wyssane z pokoju, pozostawiając próżnię tam, gdzie kiedyś było moje życie.
Wciąż ściskałem papier. Moje palce drżały tak mocno, że chrupiąca, biała księga trzeszczała jak suche liście na wietrze. Na górze wydrukowano napis „North Valley Diagnostics” czcionką, która wydawała się zimna, bezosobowa i absolutnie śmiercionośna. Pod spodem znajdowała się siatka znaczników, mapa kodu genetycznego, którego nie rozpoznawałam, a potem linia, która zamieniła mój świat w nierozpoznawalny krajobraz popiołu: Prawdopodobieństwo ojcostwa: 0%.