„A kim pan właściwie jest?” – zapytała Diane, a jej głos odzyskał ostrość. „To prywatna sprawa rodzinna. Jesteśmy w trakcie separacji prawnej”.
Mężczyzna nawet nie drgnął. Sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął laminowany identyfikator. „Nazywam się Daniel Reeves. Jestem starszym koordynatorem ds. spraw w North Valley Diagnostics. Śledzę pana pojazd od czasu, gdy opuścił pan nasze biuro satelitarne dziś po południu, panie Hale”.
Julian zmarszczył brwi, marszcząc brwi w konsternacji. „Laboratorium? Mamy już wyniki. Co jeszcze można powiedzieć?”
Daniel Reeves wszedł głębiej do pokoju, z opanowanym i profesjonalnym wyrazem twarzy. „Jest wiele do powiedzenia, proszę pana. A konkretnie, w sprawie poważnego naruszenia procedur, do którego doszło podczas pobierania pańskich próbek”.
Słowo „naruszenie” zawisło w powietrzu niczym burzowa chmura. Puls zaczął mi pulsować w gardle. Nie odważyłam się oddychać.
„Jakiego rodzaju naruszenie?” – zapytałam ledwie szeptem.
Daniel odwrócił się do mnie, a w jego oczach pojawił się błysk empatii. „Rozbieżność w łańcuchu dowodowym, proszę pani. Mówiąc wprost: w sortowni wystąpił błąd w etykietowaniu. Dwie próbki, przesłane w odstępie kilku minut, zostały zanieczyszczone krzyżowo w systemie”.
„To brzmi jak bajka” – prychnęła Diane, choć jej twarz przybrała chorobliwy odcień szarości. „Laboratoria takie jak pańskie mają protokoły. Systemy podwójnie ślepej próby”.
„Tak” – Daniel stanowczo się zgodził. „A kiedy te protokoły zostaną naruszone, jesteśmy prawnie i etycznie zobowiązani do natychmiastowego przeprowadzenia audytu wewnętrznego. Audyt zakończył się trzy godziny temu. Przyszedłem tu w chwili, gdy uświadomiłem sobie powagę błędu”.