Julian przestał chodzić. Spojrzał na niebieski folder w dłoni Daniela, a potem na mnie. Naprawdę na mnie spojrzał po raz pierwszy od tygodni. Zobaczyłam moment, w którym dotarło do niego, że nie tylko jest ojcem, ale że właśnie spalił cały swój świat doszczętnie, opierając się na kłamstwie, w które aż za bardzo chciał uwierzyć.
„Eleno” – zaczął, robiąc krok w moją stronę.
„Nie rób tego” – powiedziałam. Słowo to było jak ściana lodu.
Diane zrobiła krok naprzód, zaciskając usta w cienką, białą linię. „Musi być jakaś pomyłka. Dwa testy z przeciwstawnymi wynikami? Jak możemy ufać któremukolwiek z nich? To laboratorium jest ewidentnie niekompetentne”.
„Laboratorium bierze pełną odpowiedzialność za początkowy błąd, pani Hale” – powiedział Daniel, a jego głos stwardniał. „Ale drugi test został potrójnie zweryfikowany przez Głównego Lekarza. Jeśli chce pani go zakwestionować, z radością wniesiemy pozew. Ale radzę najpierw przeczytać raport”.
Karen poruszyła się na krześle, patrząc na swoje stopy. Wujek Arthur nagle uznał sztukaterię na suficie za bardzo interesującą. W trybunale skończyły się kamienie.
Poprawiłam ciężar Ethana. Zasypiał, a jego głowa spoczywała ciężko na moim ramieniu. Spojrzałam na Juliana – mężczyznę, który zwątpił w moją duszę z powodu źle oznaczonej probówki z krwią.