„To mój syn” – powiedziałam pewnym i zimnym głosem. „Był moim synem, kiedy gazeta mówiła zero, i jest nim teraz, kiedy mówi dziewięćdziesiąt dziewięć. A ty? Już nie wiem, kim dla nas jesteś”.
Julian wyciągnął rękę, jego dłoń drżała. „Eleno, ja… Bałam się. Pozwoliłam matce wejść mi do głowy”.
d. Myślałam…
„Myślałeś, że jestem zdolna do zdrady, która będzie trwała całe życie” – przerwałam. „Patrzyłeś na mnie każdego ranka przez trzy lata i widziałeś kogoś obcego. To jest prawdziwy wynik testu, Julian.”
Odwróciłam się do Daniela Reevesa i podziękowałam mu za szczerość. Potem spojrzałam na Diane, która wciąż ściskała swoje perły, jakby mogły ją uchronić przed prawdą. Zrozumiałam wtedy, że moje odejście nie było wygnaniem – to była ucieczka.
Akt IV: Następstwa burzy
Jazda do domu była rozmyciem światła latarni i łez. Nie wróciłam do naszego domu – domu wypełnionego rzeczami Juliana i wpływem Diane. Pojechałam do małego hotelu na obrzeżach Asheville, miejsca, gdzie powietrze nie pachniało osądem.
Nie spałam. Siedziałam w ciemności, obserwując rytmiczne unoszenie się i opadanie piersi Ethana. Zaufanie to dziwna rzecz. Budowanie go zajmuje lata, cegła po cegle, ale można je zburzyć w jedno popołudnie oddechem wątpliwości.
Następnego ranka pukanie rozległo się o 9:00.
Nie musiałam patrzeć przez wizjer. Wiedziałam rytm. Kiedy otworzyłam drzwi, Julian stał tam sam. Wyglądał na wyniszczonego. Nie ogolił się, miał przekrwione oczy i wyglądał jak człowiek, który spędził noc wpatrując się w otchłań.
„Mogę wejść?” zapytał.