„Kochanie” – powiedział mój ojciec – „gdzie jesteś?”
Mason opuścił słuchawkę, jakby się oparzył. Jego matka stała nieruchomo, z szeroko otwartymi oczami i ustami wypełnionymi nagłym, spóźnionym przerażeniem.
Próbowałam odebrać, ale ból znów mnie skręcił. Poczułam głębokie szarpnięcie, cios tak brutalny, że ugięły się pode mną kolana. Upadłam na podłogę w kuchni, prosto we własnej krwi.
„Tato…” – zdołałam wykrztusić. „Popchnęli mnie. Krwawię. Nie pozwalają mi wezwać pomocy”.