„To tak bardzo boli”.
„Wiem, kochanie. Ale posłuchaj mnie. Licz ze mną”.
Zaczęłam liczyć. Raz. Dwa. Trzy. Ale przy pięciu zwymiotowałam z bólu. Pani Teresa cofnęła się, jakby moja krew mogła splamić jej reputację.
„To niemożliwe” – mruknęła. „Jesteśmy porządną rodziną”.
Spojrzałam na nią z podłogi. „Przyzwoity to nie słowo. To coś, co robisz, kiedy nikt cię nie nagrywa”.
Głowa Masona gwałtownie obróciła się w moją stronę. „Nagrywasz?”
Nie odpowiedziałam. Spojrzałam tylko na mały, czarny kwadrat na lodówce. Kamerę. Zainstalowałam ją trzy miesiące wcześniej, po tym jak Mason przycisnął mnie do szafki i przysięgał, że się uderzyłam. Nie zauważył. Bo tacy mężczyźni jak on patrzą na ciężarną kobietę i zakładają, że już jest pokonana.
Mason podbiegł do lodówki. Zerwał kamerę ze ściany i roztrzaskał ją o podłogę. Uśmiechnęłam się szeroko, rozcinając wargę.
„Przesyłam do chmury”.
Ten uśmiech przelał czarę goryczy. „Ty suko…”