Vanessa położyła dłoń na brzuchu i wymamrotała: „Twój mąż wybrał mnie, bo potrafię dać mu to, czego ty nigdy nie potrafiłaś”. Jej słowa zraniły mnie do głębi, ale powstrzymałam się od płaczu. David odchylił się na krześle, zadowolony z siebie i zimny. „Nie rób sceny, Claire”. Spojrzałam na nich oboje i cicho się zaśmiałam. „Sceny?” – zapytałam, kładąc kopertę na stole. „Nie. To dowód”.
Kochanka mojego męża uśmiechnęła się, jakby już przejęła kontrolę nad moim życiem.
„Jestem w ciąży” – oznajmiła, muskając dłonią płaski brzuch – „i David uważa, że czas, żebyś się odsunęła”.
Restauracja wokół nas zdawała się ucichnąć. Nie do końca, oczywiście. Widelce wciąż stukały o talerze. Kieliszki wciąż cicho dzwoniły. Gdzieś w pobliżu kuchni kelner kontynuował szept. Ale we mnie wszystko stało się lodowate i precyzyjne.
David usiadł obok niej, zamiast mnie. Mój mąż, z którym jestem od dwunastu lat, wygodnie się rozsiadł z tą wypolerowaną, nonszalancką pewnością siebie, którą kiedyś myliłam z siłą.