„Claire” – powiedział gładkim tonem, którego używał do kłamstw i umów biznesowych – „nie rób z tego bałaganu”.
Spojrzałam przez stół na Vanessę. Dwudziestoośmioletnia. Czerwona szminka. Diamentowe kolczyki, które rozpoznałam, bo sama za nie nieświadomie zapłaciłam. Miała na sobie mój ulubiony odcień jedwabiu, jakby nawet moje kolory należały teraz do niej.
Lekko przechyliła głowę. „Wyglądasz blado. Biedactwo”.
David westchnął dramatycznie. „Oboje wiemy, że to małżeństwo jest skończone od lat”.
To była dla mnie nowość. W zeszłym tygodniu pocałował mnie w ramię i poprosił o podpisanie dokumentów refinansowania domu nad jeziorem. Wczoraj napisał SMS-a: „Kocham cię”. Spóźnię się.
Dziś wieczorem przyprowadził swoją kochankę na naszą rocznicową kolację.
Starannie złożyłam serwetkę na kolanach.
Vanessa cicho się zaśmiała. „Nawet nie będzie płakać?”