Życie toczy się dalej, ale teraz ma smak uznania i wdzięczności, który zastępuje dawny smak podboju i samotnej dominacji. Miliarder i gospodyni idą teraz ramię w ramię, budując bardziej sprawiedliwy świat, drobnymi aktami dobroci na raz. W ten sposób bogactwo znalazło swojego prawdziwego pana – nie tego, kto je posiada, ale tego, kto wie, jak je wykorzystać dla dobra ogółu.
Historia kończy się w tym miejscu, ale jej skutki są nadal odczuwalne w każdym życiu dotkniętym hojnością zrodzoną z tego całkowicie nieudanego eksperymentu społecznego. Pozostaje nam myśl: co by było, gdybyśmy wszyscy byli trochę bardziej podobni do Clary, zdolni dostrzec człowieka za pieniędzmi i chłód za luksusem? Richard Lawson znalazł odpowiedź i teraz śpi spokojnie, nie dzięki pieniądzom, lecz pewności, że postąpił z człowieczeństwem.
Prawdziwe bogactwo, jak często konkluduje, to móc spojrzeć w lustro i zobaczyć kogoś, z kogo jest się dumnym, nie ze względu na posiadane dobra, ale z powodu miłości i godności, które udało się zachować pomimo życiowych burz i łatwych pokus świata, który czasem zbłądził. I tak właśnie Richard Lawson, niegdyś arogancki miliarder, stał się najbogatszym człowiekiem na świecie, w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu.
Clara Jones, ze swojej strony, nadal opiekuje się nie tylko domem, ale duszą przyjaciółki, której pomogła wrócić na właściwą drogę. Ich więź to najcenniejszy ze skarbów, nieoszlifowany diament oszlifowany uczciwością i wypolerowany latami wzajemnego szacunku i ciężkiej pracy. Na niebie Chicago gwiazda zdaje się świecić nieco jaśniej, jakby celebrując zwycięstwo uczciwości nad nieufnością i samotnością.