Kiedy Clara weszła do pokoju, aby wykonać swoje codzienne obowiązki sprzątania, zamarła na widok tej całkowicie absurdalnej i surrealistycznej sceny. Widok jej szefa leżącego pośród stosów banknotów stu dolarowych, rozrzuconych jak opadłe liście, wydawał się wizją z dziwnego snu. Zawołała go cicho: „Panie Lawson?”, ale on pozostał nieruchomy, wstrzymując oddech, zdając się pogrążony w głębokim i prawdziwie niezakłóconym śnie.
Przez dłuższą chwilę stała w milczeniu, jej wzrok błądził między górą dolarów a pozornie bezwładnym ciałem tego potężnego mężczyzny. Richard z kolei spodziewał się usłyszeć charakterystyczny szelest papieru lub odgłos pospiesznych kroków zbliżających się do łóżka po plik banknotów. Zamiast jednak dotknąć choćby jednego centa, Clara zrobiła coś, co miało go prześladować przez wiele dni i zburzyć wszelkie jego pewniki.
Clara spokojnie zdjęła fartuch, z nieskończoną delikatnością podeszła do łóżka i delikatnie okryła ramiona Richarda prostą szmatką. Mruknęła do siebie: „Zmarznie, śpiąc w ten sposób, bez niczego, co chroniłoby go przed klimatyzacją w tym dużym pokoju”. Następnie cicho zasunęła zasłony, by odizolować się od ostrego słońca, posprzątała pokój, nie dotykając banknotów, i wyszła na palcach.