„Nie” – poprawiłam. „Zwolniono ją”.
W pokoju zapadła cisza.
Vanessa uśmiechnęła się, ale w jej uśmiechu kryły się zęby. „Evelyn, nie ośmieszaj się”.
Malcolm położył mi na kolanach teczkę.
W środku znajdowały się kopie sfałszowanych podpisów, przelewów, e-maili między Vanessą a deweloperem oraz projekt petycji o pilną kontrolę nad moim majątkiem.
Podpis Daniela znajdował się na dole ostatniej strony.
Wyglądał na chorego fizycznie.
„Mamo” – wyszeptał. „Nie rozumiałem, co robi”.
Powoli przewróciłam kolejną stronę. „Rozumiałaś wystarczająco, żeby to podpisać”.
Vanessa podeszła bliżej. „To absurd. Daniel jest twoim spadkobiercą”.
„Był” – odpowiedziałem spokojnie.
Jej uśmiech natychmiast zniknął.
Malcolm poprawił okulary. „Pani Whitmore zrewidowała swój fundusz powierniczy sześć miesięcy temu. Daniel otrzymuje jedynie skromną rentę pod warunkiem niepodejmowania żadnych kroków prawnych przeciwko jej spadkowi. Vanessa nie otrzymuje absolutnie nic. Wszystkie nieruchomości są zabezpieczone przez Fundację Whitmore na następne pięćdziesiąt lat”.
Vanessa patrzyła na mnie, jakbym ją uderzył.
„Nie możesz tego zrobić”.
„Już to zrobiłem”.
Jej oczy błyszczały gniewnie. „Jesteś stary. Jesteś chory. Sądy unieważniają wyroki”.
„Sądy uwielbiają papierkową robotę” – odpowiedział uprzejmie Malcolm. „Zwłaszcza poświadczone notarialnie dokumenty poświadczone przez trzech lekarzy”.
Vanessa odwróciła się gwałtownie do Daniela. „Powiedz coś”.
Otworzył usta.
Uniosłem palec.