Potem spojrzałam na stoliki, światło na parkiecie, pierwszych klientów czekających na zewnątrz.
I powiedziałam:
„Zaczynam być”.
Skinął głową.
Jakby tylko po to przyszedł usłyszeć.
Przed wyjściem zatrzymał się przy drzwiach.
„Elise…”
Odwróciłam się do niego.
„Nigdy nie pozwól, żeby sposób, w jaki cię traktują, stał się tym, jak postrzegasz siebie”.
Potem odszedł.
Po tym zobaczyłam go tylko raz.
Kilka miesięcy później otrzymałam krótki list z informacją o jego śmierci.
Julien nie zadzwonił.
Monique też nie.
Camille tym bardziej.
Ale w kopercie była ostatnia kartka napisana ręką Henriego, zanim umarł.
„Wychodzę spokojniejsza, wiedząc, że wciąż żyjesz”.
Płakałam tego dnia.
Nie tylko z jego powodu.
Za wszystkie stracone lata.
Za kobietę, którą byłam.
Za kobietę, którą się stawałam.