Powiedziałam sobie, żeby się nie oglądać.
Nie myśleć o pokoju, który posprzątałam tego ranka po raz ostatni.
Nie myśleć o złożonych prześcieradłach, kubkach, które razem wybraliśmy, zdjęciach, które Julien zrobił z kredensu, zanim jeszcze wyszłam.
Powiedziałam sobie, że mogę iść naprzód.
Nawet nie wiedząc, gdzie będę spać tej nocy.
Nawet z prawie niczym.
Ale po kilku krokach coś mnie zatrzymało.
Torba.
Spojrzałam na nią.
Ważyła prawie nic.
Worek na śmieci nie powinien być taki lekki.
Wiatr delikatnie wiał. Kilka suchych liści przesunęło się po chodniku.
Chwyciłam uchwyt torby palcami.
Potem ją otworzyłam.
Nie było żadnych śmieci.
W środku była stara brązowa koperta, starannie zabezpieczona w przezroczystej plastikowej koszulce.
Zaparło mi dech w piersiach.
Powoli ją wyciągnęłam.
Na kopercie widniało odręcznie napisane jedno słowo.
Elise.
Moje palce zaczęły drżeć.
Rozejrzałam się dookoła, jakby ktoś miał zaraz wyskoczyć i mi go wyrwać.
Nikogo.