Zima, która nie chciała się skończyć
Rok 1888 przyszedł z mrozem, jakiego nikt nie pamiętał. Temperatury spadały do minus 30, minus 40 stopni Celsjusza. Śnieg nie topniał, lecz gromadził się warstwa po warstwie, aż drzwi ziemianki ledwo dawały się otworzyć.
Opał kończył się szybciej, niż przewidywali. Na prerii nie było drzew, więc nie można było po prostu wyjść i narąbać drewna. Najpierw spalali siano przeznaczone dla zwierząt. Potem stare ubrania. W końcu zaczęli spalać meble, jeden po drugim.
Wilhelm wiedział, że nie mają wyboru.
„Muszę jechać do Parker. Po węgiel. Po jedzenie. Inaczej nie przetrwamy” — powiedział.
Kate spojrzała na swój brzuch. Dziecko miało przyjść lada dzień.
„Nie jedź” — poprosiła. „Zostań. Boję się”.
Wilhelm objął ją i odpowiedział :
„Gdybym został, umarlibyśmy z głodu i zimna. To też nie jest dobra śmierć”.
7 stycznia zaprzęgnął konie i odjechał. Kate stała w drzwiach tak długo, aż zniknął w białej dali.
Samotny poród
8 stycznia, o 4 nad ranem, Kate obudził przeszywający ból w dole brzucha. Od razu zrozumiała, co oznacza.
Poród się zaczął.