Henry Royal Kampen.
Ciepło, którego nie było
Piec był zimny. Nie było węgla. Nie było siana. Nie było drewna.
Kate miała tylko własne ciało.
Położyła Henry’ego w łóżku, przykryła go kołdrą, potem kolejną, a później swoim płaszczem. Następnie położyła się obok i przytuliła noworodka do nagiej skóry.
To było jedyne ciepło, jakie mogła mu dać.
Przez pierwsze godziny po porodzie była skrajnie słaba. Straciła dużo krwi. Głód dawał o sobie znać, bo od poprzedniego dnia nic nie jadła. W ziemiance zostało trochę suchego chleba i kawałek słoniny.
Kate racjonowała jedzenie, myśląc o dniach, które mogły dopiero nadejść.
Co kilka godzin karmiła Henry’ego piersią. Jej mleko było rzadkie, bo była zbyt wyczerpana, by mieć go dużo. Ale to, co było, musiało wystarczyć.
Gdy dziecko spało, Kate nie spała. Bała się, że jeśli zamknie oczy zbyt głęboko, obudzi się z martwym dzieckiem u boku.
Głód, zimno i wyczerpanie próbowały ją pokonać. Kate walczyła dalej.
Burza, która pochłonęła prerię
12 stycznia, późnym rankiem, Kate karmiła Henry’ego, gdy nagle świat za oknem zgasł. Słońce nie zaszło — po prostu zniknęło. Przez kilka minut zrobiło się ciemno jak o północy.
Potem wiatr uderzył w ścianę ziemianki z siłą, jakiej Kate nigdy wcześniej nie słyszała.
Ściany drżały. Dach skrzypiał. Śnieg wciskał się przez każdą szczelinę : przez drzwi, okno i otwory wentylacyjne.
Nadeszła zamieć.
Kate nie wiedziała jeszcze, że była to Śnieżyca Dziecięca — jedna z najbardziej śmiercionośnych burz w historii Ameryki. Nie wiedziała, że na prerii setki ludzi umierały w ciągu kilku godzin.
Wiedziała tylko jedno : jeśli wiatr nie ustanie, jej dziecko umrze.
Przytuliła Henry’ego mocniej.
Burza trwała trzy dni.