Ktoś przekopywał się przez zaspę pod drzwiami. Po chwili drzwi otworzyły się z trzaskiem, a w wejściu stanął Wilhelm.
Był prawie nie do poznania. Miał poczerniałe palce, twarz pokrytą kryształkami lodu i pachniał jak chlew.
„Kate” — powiedział. „Żyjesz”.
Kate nie była w stanie odpowiedzieć. Była zbyt słaba. Wskazała tylko na łóżko, na małe zawiniątko ukryte w kocach.
Wilhelm podszedł. Spojrzał na swoje dziecko po raz pierwszy.
„Syn” — wyszeptał.
Potem rozpalił ogień. Węgiel, który przywiózł, był suchy — burza go nie zmoczyła. Ogień zatrzeszczał, a ciepło zaczęło wypełniać ziemiankę.
Dopiero wtedy Kate zamknęła oczy.
Co wydarzyło się później
Wilhelm stracił palce u rąk z powodu odmrożeń. Przez kilka miesięcy nie mógł pracować. Sąsiedzi pomagali, przynosząc jedzenie, drewno i ubrania.
Kate wracała do sił powoli. Jej organizm był wyczerpany porodem, głodem, zimnem i trzema dniami walki o życie dziecka.
Henry rósł. Był silnym, zdrowym dzieckiem. Później został farmerem, tak jak jego ojciec. Ożenił się i miał dzieci.
Każdej zimy, gdy temperatura spadała, opowiadał swoim wnukom historię swoich pierwszych dni.
Mówił :