Jako właścicielka.
Na początku czułam się dziwnie – jakbym wkroczyła w życie, którego nie wolno mi było wieść.
Ale powoli coś się zmieniło.
Przestałam prosić o pozwolenie na odpoczynek.
Przestałam udowadniać swoją wartość wyczerpaniem.
Zaczęłam wybierać.
Zbudowałam coś nowego.
Małą firmę.
Dom, w którym ludzie dzielili się pracą.
Stół, na który nikt nie musiał sobie zasłużyć.
Czasami wciąż czułam stary instynkt – żeby wstać, usługiwać, zniknąć.
Ale potem przypomniałam sobie słowa mojej babci:
„Czasami najpierw usiądź”.
I tym razem…
Usiądę.
Koniec.