„Jestem ci winna przeprosiny”.
„To nie ty się odezwałaś”.
„Ale to mój dom. A w domu godnym tego miana nikt nie powinien tak drżeć w noc poślubną”.
Jego słowa poruszyły mnie bardziej, niż chciałam przyznać.
Wstał z trudem.
„Chodź. Zaraz to załatwimy”.
Kiedy otworzyliśmy drzwi, Madeleine wciąż była w korytarzu.
Natychmiast się wyprostowała.
„No i co?” zapytała ostro.
Henry spojrzał na nią z chłodem, którego nigdy wcześniej u niego nie widziałam.
„Madeleine, co powiedziałaś Camille?”
Ona
Nie odpowiedział od razu.
„To, co było potrzebne.”
„Nie” – powiedział Henri. „Skłamałeś.”
Jego twarz się ściągnęła.
„Chronię tę rodzinę.”
„Zhańbiłeś ją.”
Te słowa odbiły się echem w korytarzu.