Po raz pierwszy to zauważyłam, gdy mijaliśmy plac zabaw niedaleko domu, gdy Joshua się zatrzymał.
„Spójrz na nich” – powiedział, patrząc, jak dzieci wspinają się i krzyczą. „Pamiętasz, jak myśleliśmy, że to my?”
„Tak” – odpowiedziałam.
Nie przestawał się we mnie wpatrywać. „Nadal ci to przeszkadza?”
„Pamiętasz, jak myśleliśmy, że to będziemy my?”
Spojrzałam na niego. W jego twarzy malowało się coś głodnego, czego nie widziałam od lat.
Kilka dni później przesunął telefon i broszurę adopcyjną po stole śniadaniowym.
„W naszym domu panuje pustka, Hanno” – powiedział. „Nie mogę udawać, że tak nie jest. Moglibyśmy to zrobić. Moglibyśmy nadal mieć rodzinę”.
„Josh, pogodziliśmy się z tym”.
„Może i tak”. Pochylił się do przodu. „Proszę, Han. Spróbuj jeszcze raz ze mną”.
„A moja praca?”
„Pomoże, jeśli będziesz w domu” – powiedział szybko. „Będziemy mieli większe szanse”.
Nigdy wcześniej nie błagał. To powinno mnie ostrzec.
„Proszę, Han. Spróbuj jeszcze raz ze mną”.