Cisza po drugiej stronie drzwi przeciągnęła się, a Joshua znów zaczął płakać.
„Nie mogę tego zrobić, doktorze Samson”.
Cofnęłam się, potykając się. Świat wydawał się przechylony i nierealny. Przywarłam do poręczy, próbując złapać oddech.
Planował swoje odejście. Pozwolił mi rzucić pracę, zostać matką i zbudować całe życie wokół przyszłości, o której wiedział, że może go nie być.
Nie ufał mi, że zmierzę się z prawdą razem z nim, więc podjął decyzję za nas oboje.
Miałam ochotę krzyczeć. Zamiast tego poszłam prosto do naszej sypialni, spakowałam torbę dla siebie i bliźniaków i zadzwoniłam do mojej siostry, Caroline.
„Czy mogłabyś nas dziś wieczorem przyjąć?” Mój głos brzmiał obco.
Nie zadawała pytań. „Teraz posprzątam pokój gościnny”.
„Czy mogłabyś nas dziś wieczorem przyjąć?”
Następna godzina minęła jak we mgle, piżamy schowane w Torby, pluszowe zabawki noszone pod pachą i ulubiona książka Williama. Chłopcy ledwo się obudzili, gdy zapinałam ich w fotelikach samochodowych. Zostawiłam Joshui notatkę na kuchennym stole:
„Nie dzwoń. Potrzebuję czasu”.