Trzydzieści lat temu Adrian i ja byliśmy młodzi, biedni i przekonani, że miłość może przezwyciężyć wszystko. Ale życie wkroczyło – długi jego rodziny, choroba mojej matki, zagubione listy, zerwane więzi. Powiedziano mi, że mnie zostawił. Jemu powiedziano, że poszłam dalej.
Okrucieństwo często maskuje się pod postacią zwyczajnego życia.
„Napisałem do ciebie” – powiedział cicho Adrian.
„Niczego nie dostałem”.
„Wróciłem”.
„Moja ciotka powiedziała, że nie”.
Jego wyraz twarzy pociemniał. „Otrzymała zapłatę”.
Pokój zdawał się drgnąć.
Caleb chwycił mnie za ramię. „Dość tego. Zawstydzasz mnie.”
„Zabierz od niej rękę” – powiedział ostro Adrian.
Caleb zamarł.
Delikatnie się odsunęłam. „Nie martw się, Caleb. Rozumiem, jak bardzo liczy się dla ciebie wygląd.”
Zmrużył oczy. Coś w moim tonie go zaniepokoiło.
Dobrze.
Bo pod powierzchnią wszystko już się waliło.