Od sześciu miesięcy wiedziałam o Marze – nie podejrzewałam, tylko wiedziałam. Miałam dowody: zdjęcia, paragony, usunięte e-maile, wiadomości, w których Caleb obiecał jej mój dom. Ukrył pieniądze, podrobił mój podpis i zaryzykował wszystko, co odziedziczyłam.
Myślał, że jestem słaba, bo cicho płakałam.
Nigdy nie zastanawiał się, co robię, kiedy łzy przestają płynąć.
Dwa tygodnie wcześniej przekazałam wszystkie dowody księgowemu, prawnikowi i śledczym. Wysłałam też raport do nowego właściciela jego firmy.
Adrian Vale.
A teraz Caleb nieświadomie sprowadził swój upadek do tego samego pokoju, w którym znajdował się mężczyzna, który wciąż kochał kobietę, którą próbował wymazać.
Mara próbowała się otrząsnąć. „Panie Vale, może powinniśmy porozmawiać o interesach na osobności”.
Adrian spojrzał na nią. „Mara Ellison?”
„Tak”
powiedziała szybko.
„Twój dział został dziś rano oznaczony”.
Jej uśmiech zniknął.
Głos Caleba stężał. „Oznaczony?”
Sięgnęłam do torby i wyjęłam małego pendrive’a. Jego wzrok utkwił w nim.
„Co to jest?” wyszeptał.