Vivienne gwałtownie wstała. „Ty mściwa mała…”
„Uważaj” – przerwałam cicho. „Masz kolczyki kupione za pieniądze przelane z firmowego konta Adriana trzy dni przed opóźnieniem wypłaty. Mój prawnik uznał to za fascynujące”.
Jej ręka instynktownie powędrowała do pereł.
Zawibrował telefon Camille. Potem Adriana. Potem Tessy. W pokoju ekrany rozświetlały się jeden po drugim niczym flary ostrzegawcze.
Ogłoszenie zostało upublicznione.
Nie zdjęcie. Jeszcze nie. Tylko czyste zerwanie. Eleganckie wyjście. Taki, który sprawiał, że ludzie zastanawiali się, co dokładnie wiem – i dlaczego wciąż jestem litościwa.
Adrian nachylił się bliżej. „Mara, posłuchaj. Możemy to załatwić prywatnie”.
Spojrzałam na mężczyznę, którego prawie poślubiłam. „Upokorzyłeś mnie publicznie, bo myślałeś, że cię potrzebuję”.
Zacisnął mocno szczękę.
„Skinęłam głową” – powiedziałam cicho – „bo dawałam ci dokładnie to, o co prosiłaś”.
Jego głos lekko się załamał. „Co?”