Więc zamknęłam drzwi.
Nie gwałtownie.
Nie z nienawiścią.
Spokojnie.
A ten spokój był najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek im dałam.
Minęły miesiące.
Wróciłam do szkolenia.
Zmieniłam oddział w szpitalu.
Poprosiłam o mniej nocnych dyżurów.
Dostałam małe, jaśniejsze mieszkanie niedaleko stacji metra Croix de Chavaux.
Nauczyłam się spać bez poczucia winy.
Na początku cisza mnie przerażała.
Tak długo żyłam pośród hałasu innych, że nie wiedziałam już, co zrobić z własnym spokojem.
Potem, powoli, zaczęłam go kochać.