Następnego ranka zacząłem szukać mieszkania.
Pod koniec dnia znalazłam małą kawalerkę w Montreuil.
Nie była piękna.
Nie była idealna.
Ale była moja.
Nie czekały na mnie żadne brudne naczynia.
Nie było dzieci rzucanych mi w ramiona.
Nie było matki, która przypominałaby mi, że wszystko zawdzięczam rodzinie.
Przez cztery dni żyłam w ciszy.
Wspaniałej ciszy.
Kupiłam na targu materac, składany stolik, dwa talerze, rondel i kilka zasłon.
To było pierwsze miejsce, gdzie nikt mnie nie leczył.
Potraktowana jak służąca.
Piątego dnia włączyłam telefon z powrotem.
Chciałam tylko wysłać nowy adres do administracji szpitala.
Ale ekran eksplodował.
87 wiadomości.
34 nieodebrane połączenia.
Wiadomości od mojej mamy.
Wiadomości od Pauline.
Połączenia głosowe.
Groźby.
Prośby.
Oskarżenia.
Nagle dziewczyna, którą nazywali bezużyteczną, stała się osobą, która trzymała ich całe życie w kupie.
A w chwili, gdy przestałam pracować za darmo…
Wszystko się zawaliło.
Ale najgorszy nie był chaos.
Najgorsze było to, co odkryłam później.