„Moja Marion,
Jeśli kiedykolwiek przeczytasz te słowa, wybacz mi, że nie będę w stanie zapewnić ci lepszej ochrony.
Wiem, że jesteś osobą, która daje bez liczenia się z kosztami. Wiem też, że twoja matka może próbować obarczyć cię obowiązkami, które do ciebie nie należą.
Dlatego wystawiłem tę polisę ubezpieczeniową na twoje nazwisko.
To nie fortuna, ale chcę, żebyś z niej skorzystała, żeby żyć.
Nie, żeby przetrwać.
Żyć naprawdę.
Obiecaj mi, że nigdy nie pozwolisz nikomu wmówić sobie, że twoja miłość powinna cię zniszczyć”.
Wtedy się rozpłakałem.
Nie z powodu mojej matki.
Nie z powodu Pauline.
Z powodu siebie.
Z powodu dwudziestotrzyletniej dziewczyny, która straciła ojca…
A potem zmarnowała pięć lat swojego życia, służąc ludziom, którzy nazywali ją egoistką.
Moja matka próbowała wziąć mnie za rękę.
Cofnęłam się.
„Nie zgłoszę cię” – powiedziałam.
Pauline podniosła wzrok z ulgą.
„Ale ja też cię nie uratuję”.
Jej ulga zniknęła natychmiast.
Moja matka otworzyła usta.
Nie wydobyłam z siebie ani jednego słowa.