„Jest brudne” – wyszeptałam. „Wydaje się brudne”.
„To nic, czego dobra ekipa sprzątająca nie potrafiłaby naprawić” – powiedział Sterling.
„Nie” – odparłam, kręcąc głową. „Potrzebuję czegoś więcej niż ekipy sprzątającej”.
Podniosłam telefon i wybrałam numer generalnego wykonawcy, którego wcześniej sprawdziłam.
„Cześć” – powiedziałam, kiedy odebrał. „Mam dla ciebie zlecenie. Muszę wypatroszyć główną sypialnię. Wszystko. Podłogi, płyty gipsowo-kartonowe, armaturę. Wyrwać wszystko. Chcę zbudować coś nowego”.
Rok później.
Późnopopołudniowe słońce sączyło się przez nowe, energooszczędne okna głównej sypialni. Pokój był nie do poznania. Beżowe dywany zniknęły, zastąpione bogatym, ciemnym drewnem orzechowym. Ściany pomalowano na głęboki, uspokajający odcień szałwii. Łóżko było nowe, ustawione naprzeciwko dużego okna z widokiem na ogród, który sama zasadziłam.
Wyszłam na okalającą dom werandę, trzymając w dłoni kieliszek orzeźwiającego białego wina. Powietrze było chłodne i pachniało jaśminem.
Dom w końcu poczułam się jak mój. Nie był jak nagroda zdobyta na wojnie; był jak sanktuarium, które zbudowałam z popiołów.
Usiadłam w bujanym fotelu, wsłuchując się w cichy gwar okolicy.
W małych miasteczkach wieści szybko się rozchodzą. Słyszałam pocztą pantoflową, że „szczęśliwe zakończenie” Ethana i Mai trwało dokładnie sześć miesięcy. Finansowa rzeczywistość noworodka, w połączeniu z rosnącymi długami Ethana z tytułu ugody rozwodowej, którą bezlitośnie wymusiłam, zatruły ich związek. Kłócili się nieustannie. Maya, zdając sobie sprawę, że Ethan jest bez grosza i bezużyteczny beze mnie, wyrzuciła go z domu.
Ethan mieszkał obecnie w piwnicy matki, pracując na dwie zmiany w magazynie, żeby płacić alimenty. Maya wróciła do małego mieszkania, samotnie wychowując dziecko i szukając kolejnego celu.