Wypiłam łyk wina. Szukałam w sercu smutku, a może nawet poczucia sprawiedliwości.
Nie znalazłam ani jednego, ani drugiego. Czułam się… lekko. Czułam się wyobcowana.
Byli tylko postaciami z kiepskiej historii, którą właśnie skończyłam czytać. Nie mieli już znaczenia.
Mój telefon zawibrował na stoliku nocnym.
Podniosłam słuchawkę. To była wiadomość od nieznanego numeru.
„Clara, tu Ethan. Dużo o tym myślałem. Popełniłem wielki błąd. Tęsknię za nami. Tęsknię za naszym domem. Możemy porozmawiać? Tylko na kawę?”
Wpatrywałam się w ekran. Jego zuchwałość była wręcz imponująca. Naprawdę myślał, że uda mu się wcisnąć z powrotem do środka. Myślał, że drzwi są nadal otwarte.
Nie zablokowałam mu od razu.
Wstałam i podeszłam do krawędzi ganku. Słońce zachodziło, rzucając długie, piękne, złote cienie na trawnik, który sama skosiłam. Dom stał za mną silny i cichy, niczym forteca, którą sama zbudowałam.
Uniosłam telefon i zrobiłam zdjęcie ogrodu przed domem – kwitnących hortensji, świeżo pomalowanego płotu, spokoju i ciszy życia, które należało tylko do mnie.
Dołączyłam zdjęcie do odpowiedzi.
Wpisałam dwa słowa.
„Błędny adres”.
Wyślij.
Następnie weszłam w ustawienia, zablokowałam numer i wyłączyłam telefon.
Usiadłam wygodnie na krześle, zamknęłam oczy i wsłuchałam się w szum wiatru w drzewach.
Byłam w domu. I po raz pierwszy od dawna fundamenty były solidne.