Mój telefon zadzwonił o 14:17 – w cichej, powszedniej chwili, kiedy nic nie powinno pójść źle.
Siedziałam przy biurku, w połowie skupiona na arkuszu kalkulacyjnym, który był już edytowany zbyt wiele razy, gdy na ekranie pojawił się nieznany numer. Prawie go zignorowałam. Prawie.
Ale odebrałam.
„Anna Walker?” – zapytał mężczyzna.
„Tak.”
„Tu oficer Miller. Pani córka, Lucy, została przewieziona do szpitala Mercy General. Jej stan jest stabilny – ale musi pani natychmiast przyjechać.”
Słowo „stabilny” nie pocieszyło mnie. Czułam się źle, jakby coś już było zepsute.
„Co się stało?” – zapytałam.