Kiedy w końcu się uspokoiła, zbadałam ją uważnie.
„Czy jesteś ranna?”
Pokręciła głową. „Byłam spragniona… i było mi gorąco”.
Serce mi się ścisnęło.
„Czekałam” – wyszeptała. „Myślałam, że wracają”.
Pielęgniarka wyjaśniła.
Lucy została znaleziona sama w zaparkowanym samochodzie. Nieznajomy zauważył jej płacz i wezwał pomoc. Ratownicy medyczni wyciągnęli ją i przywieźli do szpitala.
„Jak długo tam była?” – zapytałam.
„Wciąż to potwierdzamy” – powiedziała pielęgniarka. „Ale niedługo”.
Dość krótko.
Przyjechała policja.
Zapytał, gdzie byłam. Powiedziałam mu – w pracy. Że Lucy była z moimi rodzicami i siostrą.
„A samochód?” – zapytał.
„Pożyczyłam im go.”
„Czy pozwoliłaś jej zostać w nim sama?”
„Nie” – odpowiedziałam natychmiast.
Nigdy.
Wróciwszy do pokoju, Lucy spojrzała na mnie.
„Czy mam kłopoty?” – zapytała cicho.
„Nie” – odparłam stanowczo. „Nic złego nie zrobiłaś.”
Ale we mnie coś już się zmieniło.