To nie był błąd.
Nie zapomniano o niej ani na chwilę.
Została porzucona.
Wyszłam na zewnątrz i zadzwoniłam do Amandy.
Odebrała swobodnie, opowiadając o tym, jak dobrze się bawią.
„Gdzie jest Lucy?” – zapytałam.
„Jest w samochodzie” – powiedziała, jakby nigdy nic.
„W samochodzie?”
„Tak. Była uciążliwa. Potrzebowaliśmy przerwy”.
Przerwy.
„W upale?” zapytałem.
„Zaparkowaliśmy w cieniu”, odpowiedziała. „Okno było uchylone”.
„Czy samochód był zamknięty?”
„Oczywiście”, powiedziała. „Mieliśmy w środku rzeczy”.
Ścisnęło mnie w piersi.
„Jak długo tam jest?”
„Nie wiem”, powiedziała. „Jesteśmy zajęci”.
Potem się roześmiała.
„Właściwie świetnie się bawiliśmy bez tego całego dramatu”.
Wtedy powiedziałem:
„Jest w szpitalu”.
Cisza.
Potem zaprzeczenie.