Byłam wyczerpana. Bolały mnie stopy w piętach. Ale gdy zbliżyłam się do stołu, w mojej piersi zapłonął promyk szczerej, serdecznej nadziei.
Tam, w widocznym miejscu obok krzesła Richarda, stało pięknie zdobione krzesło z wysokim oparciem. Na nieskazitelnie białym obrusie elegancko spoczywała delikatna, złocona wizytówka.
Na niej widniał napis: Matka Pana Młodego.
Ogarnęła mnie fala głębokiej ulgi. Zakładając, że Richard w końcu postawił się swojemu synowi, że Liam w końcu uznał moją rolę w jego życiu i monumentalny dar, jaki im dziś dałam, odsunęłam krzesło. Usiadłam, wypuszczając głęboki, drżący oddech, pozwalając sobie na chwilę cichej, macierzyńskiej dumy.
Ledwo zdążyłam podnieść kryształową szklankę z wodą, gdy ciężka, agresywna dłoń zacisnęła się mocno na moim ramieniu.
Odwróciłam się, a na moich ustach pojawił się już delikatny uśmiech, spodziewając się, że zobaczę Richarda patrzącego na mnie z góry.
Zamiast tego zobaczyłam mojego pasierba, Liama.
Miał na sobie smoking szyty na miarę – smoking, za który zapłaciłam – ale przystojny pan młody wyglądał na kompletnie obłąkanego. Twarz miał zarumienioną, plamistą czerwienią. Jego oczy były zmrużone w szparki, płonące nienawiścią tak czystą, tak nieskalaną i tak intensywnie osobistą, że powietrze w moich płucach zamieniło się w lód.
Nie było go tam, żeby podziękować mi za ślub.
2. Policzek słyszany na sali balowej
„Wstawaj”.
Liam syknął te słowa, a jego głos był cichym, jadowitym wibrowaniem. Jego palce boleśnie wbijały się w delikatny materiał mojej sukni, ocierając się o mój obojczyk.
Zanim mój wyczerpany mózg zdążył przetworzyć wrogość jego rozkazu, uścisk Liama zacisnął się mocniej. Nie tylko kazał mi się ruszyć. Gwałtownie, agresywnie szarpnął mnie w górę za ramię.
Nagła, brutalna siła całkowicie mnie zaskoczyła. Moje krzesło głośno zaskrzypiało na wypolerowanej drewnianej podłodze. Zatoczyłam się do tyłu, a mój obcas szpilki zahaczył o grubą, ozdobną krawędź perskiego dywanu pod głównym stołem.
Machałam rękami, moje ramiona wirowały jak wiatraczki. Upadłam do tyłu, biodrem uderzając z całej siły o krawędź sąsiedniego stołu, rozrzucając po podłodze brzęczącą srebrną zastawę.
podłoga. Ledwo udało mi się powstrzymać, żeby nie upaść na plecy.