Richard słabo uderzył pięścią w przyciemnianą szybę mojego okna, mamrocząc żałosne przeprosiny. Zignorowałam go i odpaliłam silnik. Potężny silnik zamruczał, izolując mnie w cichym, klimatyzowanym sanktuarium.
Liam i Richard szczerze wierzyli, że ten ślub, ten wystawny pokaz bogactwa i statusu, był magiczną rzeczywistością, do której mieli prawo. Wierzyli, że zasłużyli na trufle, orchidee i prestiż.
Zupełnie nie rozumieli, że ta magia była bezpośrednio, wyłącznie i całkowicie związana z moją kartą American Express Centurion.
Astoria Estate było niezwykle ekskluzywnym miejscem. Wymagali ogromnego depozytu z góry, ale pozwolili swoim najbardziej zaufanym klientom na dodatkowe zablokowanie karty kredytowej premium na pozostałą część wygórowanych opłat za lokal, catering i open bar. Ostatnia opłata miała zostać automatycznie pobrana o 21:00, po zakończeniu głównego serwisu obiadowego.
Spojrzałam na cyfrowy zegarek na desce rozdzielczej. Była 20:15.
Połączyłam telefon z systemem Bluetooth w samochodzie.
Nie zadzwoniłam na policję, żeby zgłosić napaść. Aresztowanie oznaczałoby, że Liam wpłaciłby kaucję za kilka godzin, Richard zatrudniłby prawnika za moje pieniądze, a oni przeciągnęliby żałosną sprawę sądową. Nie chciałam batalii sądowej. Chciałam całkowitej, katastrofalnej, natychmiastowej zagłady.
Wybrałam bezpośredni numer telefonu komórkowego Marcusa Sterlinga, dyrektora generalnego Astoria Estate. Marcus był sprytnym biznesmenem, który dokładnie wiedział, czyje nazwisko widnieje na umowie ramowej i czyj majątek finansuje ten wieczór.
Odebrał po pierwszym dzwonku.
„Pani Eleno” – powiedział Marcus gładkim i profesjonalnym głosem. „Czy wszystko pani odpowiada? Pierwsze danie jest właśnie podawane”.
„Marcus” – powiedziałam. Mój głos był idealnie spokojny, mrożący krew w żyłach i całkowicie pozbawiony emocji. „Tu Elena. Siedzę w samochodzie na twoim podjeździe. Właśnie zostałam zaatakowana fizycznie i uderzona w twarz przez pana młodego, Liama Vance’a”.
Po drugiej stronie słuchawki rozległ się głośny, słyszalny wdech. „Pani Eleno… Boże, wszystko w porządku? Mam wezwać policję albo pogotowie?”
„Nic mi nie jest, Marcus” – odpowiedziałam płynnie. „Ale natychmiast opuszczam lokal. Co ważniejsze, oficjalnie i na stałe cofam autoryzację finansową na to wydarzenie”.
„Cofuję…?” – wyjąkał Marcus, a jego profesjonalizm osłabł.
„Tak” – powiedziałam jasno. „Natychmiast odwołajcie open bar. Odwołajcie serwis obiadowy. Powiedzcie obsłudze, żeby przestała podawać jedzenie. Jeśli podacie tej sali jeszcze jedną kroplę wody, jeszcze jeden kawałek chleba, nie zostanie to opłacone z moich rachunków”.
„Pani Eleno, jest pani absolutnie pewna?” – zapytał Marcus głosem napiętym z paniki. „Goście zajęli swoje miejsca. Czekają na pierwsze danie. To wywoła niespotykaną dotąd scenę”.
„Jestem pewna, Marcusie” – powiedziałam tonem twardym jak diament. „Właśnie zwalniam blokadę z mojej karty. Przedstawię panu młodemu ostateczny, szczegółowy rachunek za kaucję i dotychczasowe usługi. Jeśli nie będzie w stanie zapłacić całości, natychmiast wyprosić ich z obiektu”.
Nie czekałam na jego sprzeciw. Rozłączyłam się.