„Hej, staruszku! Wynoś się stąd! Żebranie jest zakazane! To psuje wizerunek tego miejsca!”
Zwolnili go.
Następnie weszła do luksusowego sklepu odzieżowego i zauważyła elegancki płaszcz.
Nagle wyszedł menadżer, pan Romy , znany z pochlebiania bogatym i złego traktowania biednych.
„Hej!” krzyknął. „Odejdź od manekina! Zabrudzisz towar! Wiesz, ile to kosztuje? Nie mogłeś na to pozwolić, nawet gdybyś pracował dziesięć żyć!”
„Tylko patrzyłem…” odpowiedział cicho Don Eduardo.
—Wynoście się! Strażnicy! Dlaczego tu są śmieci?
Przybyło dwóch ochroniarzy, którzy ze strachu przed kierownikiem posłuchali rozkazu.
„Przepraszam, dziadku, musisz wyjść” – powiedział jeden z nich, popychając go.
Don Eduardo upadł na marmurową posadzkę. Bolały go kości. Ludzie się śmiali. Nikt mu nie pomógł.
Czy na świecie nie było już dobrych ludzi? Czy liczyły się tylko pieniądze?