„Moje?” warknęła Romy. „Odpuść sobie! To śmieci!”
„To człowiek!” – odpowiedziała, pomagając Donowi Eduardo wstać. „Jeśli podłoga jest brudna, to ją umyję. Ale naszym zadaniem nie jest nikogo krzywdzić!”
Mia wytarła ramię starca własną chusteczką.
—Wszystko w porządku, dziadku? Nie martw się, jestem tutaj.
Don Eduardo spojrzał jej w oczy. Był w nich strach… ale i więcej współczucia. Była osobą, której szukał.
„Jesteś zwolniony!” krzyknęła Romy. „Oddaj odznakę i spadaj z tym bezdomnym!”
Ze łzami w oczach Mia zostawiła swój dowód osobisty na podłodze.
„Praca jest bezużyteczna, jeśli tracę duszę” – powiedział.
Wziął Dona Eduardo za ramię.
— Chodźmy, dziadku. Zaproszę cię na coś do jedzenia na mieście. Mam trochę pieniędzy.
Szli w stronę wyjścia wśród śmiechu i pomruków.
UPADEK MASKI
Niedaleko wyjścia zatrzymał się Don Eduardo.