Wyjął z kieszeni złoty gwizdek .
Dmuchnął mocno.
W ciągu kilku sekund dwudziestu ochroniarzy ubranych w koszule guayabera otoczyło teren. Przybył dyrektor generalny centrum handlowego.
„Panie Eduardo?” wyjąkał.
Starzec otarł twarz i wyprostował się.
—Tak. Jestem.
Cisza była absolutna.
„Jestem właścicielem tego centrum handlowego” – powiedział spokojnie. „A ten człowiek” – wskazał na Romy – „nigdy więcej dla mnie nie będzie pracował”.
Romy upadła na kolana.
—Przepraszam! Nie wiedziałem, kim pan jest!
—W tym tkwi problem — odpowiedział Don Eduardo. —Potraktowałeś kogoś źle, bo uważałeś, że jest bezwartościowy.
Strażnicy zabrali Romy’ego.