Pobiegła i wróciła minutę później ze swetrem w ręku. Podziękowała mi i nazwała mnie „najlepszą”, po czym cmoknęła mnie w policzek i wzięła gofra prosto z patelni.
Ostry głos Melindy sprawił, że podskoczyłam. Nigdy nie nazywała mnie mamą, tylko używała mojego imienia, Adelaide, jakbyśmy były koleżankami z pracy albo obcymi ludźmi.
Stała w drzwiach z rękami na biodrach, a jej szczupła sylwetka prezentowała się nieskazitelnie. Obsługiwała samoobsługową pralnię i zawsze ubierała się tak, jakby szła na posiedzenie zarządu.
Jej blond włosy były upięte w ciasny kok, który podkreślał jej i tak już ostre rysy twarzy. Zapytała, czy znowu przestawiałem jej rzeczy w łazience.
Odpowiedziałam, że właśnie przetarłam półki i że wszystkie jej słoiki są dokładnie tam, gdzie je zostawiła. Spojrzała na mnie zmrużonymi oczami i powiedziała, że nie może znaleźć kremu do rąk.
To był ten, który Phillip dał jej na rocznicę. Ostrożnie zasugerowałem, że może być w sypialni, podczas gdy ja dalej przewracałem gofry.
Warknęła, że zawsze trzyma go w szufladzie w łazience, razem z innymi rzeczami, które ciągle przestawiałem. Jace cicho prychnął za mną, nie odrywając wzroku od tabletu.
Skyler przewróciła oczami. Powiedziała matce, że widziała krem na stoliku nocnym, zanim wepchnęła do ust ostatni kęs gofra i wyszła.
Melinda zacisnęła usta i nie podziękowała ani córce, ani mnie. Po prostu odwróciła się i odeszła, zostawiając za sobą ślad drogich perfum i niewypowiedzianych żalów.
Upieczone gofry położyłam na dużym talerzu obok syropu klonowego. Phillip pojawił się akurat, gdy kończyłam myć patelnię.
W wieku czterdziestu dwóch lat, z cofającą się linią włosów i lekkim brzuszkiem, wciąż wyglądał jak mały chłopiec, którego nosiłam w ramionach. Był moim jedynym synem, moją dumą i moim bólem.
Ziewnął i nazwał mnie cudem, patrząc na gofry. W takich chwilach chciałam wierzyć, że nie wszystko stracone.
Chciałem wierzyć, że mój syn wciąż jest tam, pod zmęczonym i biernym mężczyzną, który pozwalał żonie rządzić domem matki. Powiedziałem mu z uśmiechem, że jego ojciec zawsze powtarzał, że sobota bez gofrów to nie sobota.
Phillip skinął głową, ale unikał mojego wzroku. Oboje wiedzieliśmy, że nie podoba mu się, że mówię o George’u.
Przypomniało mu to, jak wiele zmieniło się od śmierci ojca pięć lat wcześniej. Melinda wróciła do kuchni i demonstracyjnie podała mu krem do rąk.
Powiedziała, że jest na stoliku nocnym, tak jak powiedziała Skyler. Spojrzała na mnie i powiedziała, żebym następnym razem nie dotykał jej rzeczy, bo każdy potrzebuje przestrzeni osobistej.
Skinęłam głową w milczeniu, choć w mojej głowie kłębiły się tysiące odpowiedzi. Moja przestrzeń osobista została naruszona dawno temu.
To mieszkanie było moją własnością i wciąż spłacałem za nie kredyt hipoteczny. Pozwoliłem im się wprowadzić po tym, jak Phillip został zwolniony, bo myślałem, że to będzie tymczasowe.
Myślałem, że minie najwyżej rok, zanim staną na nogi. Minęły trzy lata.