„Nie pozwoliła mi się dotknąć. Dlatego ją tu przywiozłem”. Marcy poczuła zimny dreszcz w żołądku. „Dlaczego pani mnie tak pyta? Co pani znalazła?”
Dr Fischer zamknął notatnik. „Zrobiliśmy zdjęcia rentgenowskie, pani Thornfield. To, co znaleźliśmy w żołądku i jelitach pani córki… nie wskazuje na wypadek. Wskazuje na powtarzający się uraz lub połknięcie ciał obcych”.
„Ciała obce? Na przykład… połknęła zabawkę?”
„Znaleźliśmy metal, pani Thornfield. Plastik. Gęstą materię”. Przerwał, mrużąc oczy. „Skontaktowałem się z władzami”.
Świat zakręcił się wokół własnej osi. „Władze? Ma pani na myśli policję?”
„Procedura wymaga tego, gdy dziecko zgłasza się z tego rodzaju obrażeniami wewnętrznymi. Przepraszam”.
Wstał i odszedł, zostawiając Marcy łapczywie łapiącą powietrze na środku poczekalni.
Dwadzieścia minut później przyjechała policja.
Detektyw Sarah Brennan była kobietą wyrzeźbioną z granitu – ostre rysy twarzy, ciasny kok i oczy, które wpatrywały się w Marcy jak w podejrzaną o popełnienie przestępstwa. Towarzyszyła jej młodsza policjantka, Kelsey Wright, która wyglądała na współczującą, ale poszła za przykładem Brennan.
Zaprowadzili Marcy do małego, pozbawionego okien gabinetu.
„Musimy dowiedzieć się czegoś o ojcu” – zaczęła Brennan, omijając uprzejmości. „Dalton Graves. Czy ma przeszłość związaną z przemocą?”
„Nie” – odpowiedziała Marcy drżącym głosem. „Jest nieodpowiedzialny. Jest bałaganiarzem. Ale kocha Emory. Nigdy by jej nie skrzywdził”.
„Ktoś ją skrzywdził, pani Thornfield” – odparła chłodno Brennan. „Mamy zdjęcia rentgenowskie pokazujące ostre przedmioty w jej przewodzie pokarmowym. Mamy ślady na jej palcach. Mamy dziecko, które panicznie bało się mówić”.
„Ślady na jej palcach?” wyszeptała Marcy. „Jakie ślady?”
„Rany obronne? A może samookaleczenie ze stresu? Jeszcze nie wiemy”. Brennan pochylił się do przodu. „W końcu skontaktowaliśmy się z panem Gravesem. Nasze jednostki właśnie go przesłuchują”.
„Aresztowaliście go?”
„Zatrzymaliśmy go. To różnica”.
Marcy poczuła mdłości. „Czy mogę zobaczyć córkę? Proszę. Muszę ją zobaczyć”.
Funkcjonariusz Wright spojrzał na Brennan, która skinęła krótko głową. „Krótko. Nie dotykaj jej. Nie budź jej”.
Przejście korytarzem przypominało spacer pod wodą. Kiedy dotarli do pokoju, Marcy przycisnęła dłoń do szyby. Emory wyglądała na taką małą na szpitalnym łóżku, z rurkami biegnącymi do jej ramienia i monitorem obok, który nieprzerwanie piszczał.
„Co to jest?” Marcy wskazała na dłoń Emory spoczywającą na prześcieradle.