Dr Kilpatrick była młodsza od Fischer, miała rozczochrany kucyk i życzliwe spojrzenie. Spotkała ich na korytarzu, trzymając przezroczystą plastikową torbę.
„Znalazłam to przed chwilą pod łóżkiem Emory” – powiedziała.
W torbie znajdował się spinacz biurowy, plastikowy guzik ze szpitalnej koszuli i mały kawałek zaschniętej pianki z poduszki.
„Próbowała je zjeść” – powiedziała cicho dr Kilpatrick. „Pielęgniarka z nocnej zmiany ją przyłapała. Emory nie chciała zrobić sobie krzywdy, Marcy. Powiedziała pielęgniarce, że wyglądają „smacznie”.
Marcy zmarszczyła brwi. „Smacznie? Guzik?”
Dr Kilpatrick zaprowadziła ich do sali konferencyjnej. „Musisz być ze mną szczera. Czy Emory je rzeczy, które nie są jedzeniem? Ziemię? Kredę? Papier?”
Marcy i Dalton spojrzeli na siebie.
„Ona… ona gryzie ołówki” – powiedział Dalton. „Myślałam, że to tylko nerwowy nawyk”.
„I gumka” – wyszeptała Marcy, przypominając sobie coś sprzed miesięcy. „Znalazłam ją żującą różową gumkę. Połknęła połowę. Nakrzyczałam na nią, powiedziałam, że to obrzydliwe”.
„A zeszłego lata” – przerwał Dalton, szeroko otwierając oczy. „W parku. Myślałam, że szuka owadów, ale miała w ustach pełno kamyków. Musiałam je wyławiać palcem”.
Dr Kilpatrick ponuro skinął głową. „A czy wspominał pan o tym kiedyś pediatrze?”
„Nie” – powiedziała Marcy, a na jej twarzy malował się wstyd. „Myśleliśmy, że to po prostu… dziwne dziecięce zachowanie. Nie wiedzieliśmy”.
„To się nazywa pica” – powiedział dr Kilpatrick. „To kompulsywne jedzenie rzeczy niebędących jedzeniem. Często jest to spowodowane poważnym niedoborem żelaza lub cynku, a czasem stresem. To stan chorobowy, a nie znęcanie się. Ale ponieważ robiła to w tajemnicy i ponieważ przedmioty się gromadziły, spowodowało to blokadę. To jest ból. To jest cierpienie”.
„Więc nikt jej nie skrzywdził?” zapytał Dalton łamiącym się głosem.