W sali sądowej rozległ się szmer.
„To nie jest znęcanie się” – kontynuowała dr Marsh, podnosząc głos. „To zaburzenie metaboliczne i psychiczne. Dziecko ma ciężką anemię. Jej organizm pragnie minerałów, a mózg błędnie interpretuje te sygnały, nakazując jej jeść ziemię i metal, żeby przeżyć. Karanie tych rodziców za pominięcie rzadkiej diagnozy to nie sprawiedliwość. To okrucieństwo”.
Sędzia Hightower spojrzał znad okularów na Marcy i Daltona. „Czy to prawda? Nie wiedzieliście?”
„Nie wiedzieliśmy, Wysoki Sądzie” – Marcy wstała, jej głos drżał, ale był wyraźny. „Pracowałam na dwie zmiany, żeby opłacić lekcje tańca. Myślałam, że robię wszystko dobrze. Nie zauważyłam znaków, bo byłam zbyt zajęta zapewnieniem jej dachu nad głową. Zawiodłam ją, tak. Ale jej nie skrzywdziłam”.
Dalton również wstał. „Myślałam, że po prostu zachowuje się jak dziecko. Byliśmy ślepi. Ale teraz już wiemy. Mamy diagnozę. Mamy plan leczenia. Proszę, pozwólcie nam sprowadzić córkę do domu”.
Sędzia spojrzała na Iris Pendleton. „Czy oskarżenie ma jakieś dowody na przemoc fizyczną? Uderzenia? Oparzenia?”
„Nie, Wysoki Sądzie” – przyznał cicho Pendleton.
„W takim razie oddalam wniosek o odebranie dziecka” – uderzył młotek, a dźwięk rozbrzmiał jak odgłos strzału z pistoletu. „Opieka nad dzieckiem pozostaje w rękach rodziców, pod warunkiem cotygodniowej opieki medycznej i terapii. Sprawa zamknięta”.
Wychodząc z sądu, Marcy poczuła zawroty głowy.
Detektyw Brennan czekała u podnóża schodów. Wyglądała na zaniepokojoną.