„Pani Thornfield. Pan Graves”. Wzięła głęboki oddech. „Ja… weszłam ostro. Widziałam zdjęcia rentgenowskie i założyłam najgorsze. Chciałam ją chronić”.
„Wykonaliście swoje zadanie” – powiedział Dalton, wyciągając rękę. „Dziękuję, że troszczyliście się o nią na tyle, żeby się złościć”.
Brennan, zaskoczona, wzięła go za rękę. „Piszę list do akt. Całkowicie was oczyszczam. Powodzenia”.
Trzy dni później Marcy stanęła na ganku Beatrice. Drzwi się otworzyły i wyszła Emory. Była blada i wyglądała na zmęczoną, ale się uśmiechała.
„Mamo!”
Marcy padła na kolana na beton. Emory uderzyła ją w pierś z siłą kuli armatniej.
„Tęskniłam za tobą, kochanie. Tak bardzo tęskniłam”.
„Przepraszam, mamo” – wyszeptała Emory w jej włosy. „Przepraszam, że zjadłam te niezdrowe rzeczy”.
„Nie” – odsunęła się Marcy, obejmując dłońmi twarz córki. „Posłuchaj mnie, Emory. Nigdy nie przepraszaj za to, że jesteś chora. Nigdy. Wyleczymy twój brzuszek. Damy ci witaminy. A jeśli będziesz miała ochotę zjeść coś dziwnego, powiedz mi. Krzycz, jeśli będziesz musiała. Dobrze?”
„Dobrze”.
Dalton objął ich oboje ramionami. Po raz pierwszy od trzech lat, od dnia podpisania papierów rozwodowych, czuli się jak jedność. Nie rozbici. Po prostu się gojący.
Tej nocy, w mieszkaniu Marcy, wszystko się zmieniło. Marcy rzuciła drugą pracę. Będzie ciężko – makaron ramen i ubrania z second-handu będą ciasne – ale każdego popołudnia będzie w domu. Dalton przeprowadził się do kompleksu mieszkalnego trzy przecznice dalej, żeby wspólnie wychowywać dziecko.
Usiedli na podłodze w pokoju Emory, obserwując, jak się bawi.